facebook

Skąd wzięły się cegły na odbudowę Warszawy?

Warszawa w roku 1945 była w stanie agonalnym. Wojna z wieloma miastami obeszła się okrutnie, ale takiego ogromu zniszczeń, jak w stolicy, nie było nigdzie. Całe ulice, osiedla, zespoły kamienic zniknęły z powierzchni ziemi. I gdy zastanawiano się nad przeniesieniem stolicy do Krakowa, Łodzi lub Poznania stał się cud...Warszawę odbudowano. Ale skąd w zniszczonym, biednym i wciąż cierpiącym kraju, wzięto materiały budowlane?

Odbudowa Warszawy to z jednej strony piękna karta w polskiej historii. Miasto „dźwignięto” na nogi siłami społecznymi i politycznymi. Pominąwszy nowy, często socrealistyczny styl zabudowań, sprzeczny z duchem Warszawy przedwojennej – na co narzeka do dziś wielu mieszkańców – najważniejsze jest to, że została odbudowana. Co więcej, odbudowana jako ogromna, licząca się metropolia. Mało kto zdaje sobie sprawę, że, jednocześnie, zachodnie miasta Polski, a więc tzw. ziemie odzyskane, po roku 1945 były stopniowo… rozbierane. Niestety, dzięki temu relatywnie szybko można było zrekonstruować stołeczną Starówkę.

Było to tak… Polacy po wojnie przesiedlani byli ze wschodnich części dawnej II Rzeczpospolitej – na Zachód. Na Pomorze Zachodnie, czy Dolny Śląsk. Powstawały tam wprawdzie zakłady budowlane, jednak szybko, zamiast budować, zakłady zaczęły prowadzić prace rozbiórkowe.

Odbiło się to w największym stopniu na Wrocławiu. Robotników do ekipy wyburzeniowej i „wydobywania” cegieł zwożono z całego kraju. W końcu zwieziono stamtąd do stolicy około 200 wagonów gotyckiej cegły.

W 1951 r. wyciągnięto 65 mln cegieł! Rok później – już 15 mln mniej, w centrum Wrocławia bowiem… brakowało już kamienic. Demontowano też zabytki, mury obronne, basztę na wschodniej stronie placu Nowy Targ, budynek poczty głównej. Coraz większe połacie miasta pokrywały się gruzami, których nikt nie uprzątał, prace rozbiórkowe były na dodatek amatorskie. W lipcu 1949 r. zawaliła się renesansowa brama Piotra Włosta, łącząca pl. Solny i pl. Bohaterów Getta. Jednocześnie na samych wrocławskich budowach były ciągłe przestoje z powodu... braku cegły!

„Wrocław robi koszmarne wrażenie” zanotowała w swoich „Dziennikach” w lutym 1950 r. Maria Dąbrowska. „Na ulicach ruch mały i niemrawy. Ludzie biedniej ubrani jak dwa lata temu, smutni, milczący, sposępniali (…) jak stolica zamieniona w marną wioskę".

Oczywiście Wrocław nie jest jedynym przykładem oszpeconego przez polskich burzycieli miasta. Wspaniałe budowle i bogate wioski mijane przez przesiedleńców szybko przestały być wspaniałe. Całe ich fragmenty miały stać się budulcem dla stolicy. Odbudowa Warszawy w dobrej formie wymagała dobrego materiału: gotyckiej cegły, odpowiedniej dachówki, płyt posadzkowych, progów z piaskowca. Wschodnia część kraju nie miała możliwości dostarczenia tego typu „rarytasów”. Dlatego to w Świdnicy rozebrano 300 domów, w Nowogrodźcu – 250, w Legnicy – 50, w Brzegu – 88. Poza Dolnym Śląskiem ucierpiało też Pomorze Zachodnie. W Szczecinie rozebrano budynek Szczecińskiego teatru (z unikalną w Europie obrotową sceną), budynek opery, a także ponad trzystuletnią Bramę Portową!

Źródło: http://odkrywcy.pl
powrót